Adolf Dominek  (1916 - 2000) -- inżynier górniczy

 

Strona główna

Święta Barbara

Górniczy strój

Górnicze godło

Skok przez skórę

Duchy kopalń

Hymn

Wiersze

Przysłowia

Górnicze pieśni

O stronie


 

Górnicze pieśni

Barbórka

Dzisiaj jest święto
świetej Barbary,
cieszy się górnik
młody i stary.

Cieszy się górnik
z święta Barbórki,
że se wypije
kwarte pyrtulki.

Kwarte wypije,
zaćmi cygara,
niechaj nam żyje
święta Barbara

(zapis z 1956 roku)

 

Ciężki los górnika (1923 rok)

Ciężki los górnika
głęboko pod ziemią,
bo ciągle nieszczęścia
i śmierć ledwie drzemią.

Skoro dziurę zrobił
i dynamit włożył,
dobrze ją zalepił,
długi lont założył.

Poszedł w inny ganek
i czeko wystrzału,
jak sie węgiel urwoł,
wychodzi pomału.

Porachowoł strzały,
wszystko mu się zgadza,
a tu nowy wybuch
przodek rozsadza.

Już jest po górniku,
bo pod wąglem leży,
jeno kamrat jego
na ratunek bieży.

Wyciągo martwego
i na wierchu sadzi,
któż tej biednej wdowie
na życie poradzi?

Koledzy w pogrzebie
sami trumnę niesą,
opłakano wdowę
nie wiele pocieszą.

Taka śmierć górnika
już każdego czeka,
niechaj górnikowi
ziemia będzie lekka.

Do braci górników

Z odległych ziem, z nieznanych stron
Przybyli bracia mili,
Więc bije serce jakby dzwon
W radosnej dla nas chwili.
Znów starych druhów zebrał los,
Dłoń w bratnią dłoń uderzy:

    Już się rozlega miły głos
    Dzwoneczka z naszej wieży!

O dzwoń, melodjo cudna! Dzwoń,
Piosenko ukochana!
Kojący balsam w serca roń!
Niech się zabliźni rana
Po ciosach, które zadał świat,
Co rozwiał sen nasz złoty:

    Wszak górnik zawsze zdrów i rad,
    Trosk nie zna, ni tęsknoty!

To my śpiewali niegdyś tak,
W młodzieńcze ufni siły,
W górniczy ― drogi patrząc znak…
Tak mocno serca biły!..,
Wrzeciądze z złudzeń spadły bram,
Osłabły orle loty:

    Za młot! Za młot! Szczęść Boże nam!
    Czas, bracia do roboty!

W rozległą trzeba patrzeć dal,
Oczyma widzieć duszy:
Niech mięśnie będą jako stal,
Co głaz ciemnoty kruszy.
Do pracy! by miał chlubę z nas
Ptak drogi, srebrnopióry,

    Gdy na nas kiedyś przyjdzie czas
    Podziemne żegnać góry.

Niech głośny będzie młotów stuk!
Niech gromy huczą w skale!
Nam trzeba nowych szukać dróg,
Z postępem iść wytrwale!
Pobłogosławi pracy Pan
I błysną dla nas zorze.

    Niech żyje nasz górniczy stan
    Do dzieła! Szczęść nam Boże!

 

Gdy rano zadzwónią (pieśń z 1898 roku zapisana przez Łukasza Wallisa)

Gdy rano zadzwónią,
górnik się ubiero,
żónka lampka daje
i drzwi mu otwiero.

Przytem go obłapi,
mile pocałuje,
szczęśliwej roboty
i szychty winszuje.

Przychodzi na gruba,
do cechowni idzie,
czeko na kamrata,
aż ze szybu wyjdzie.

Potem go sie pyto,
jeśli sie opłacił,
poprawiół sie galmón,
czy sie wcale stracił.

Kamrat mu odpowie:
„Dobro tam robota!”
A gdy tak usłyszy,
mo lepszo ochota.

Uzbrojony lampą,
kilofem i rogiem,
sztygar recytuje,
powie: „Idźcie z Bogiem!”

Zaraz po tem słowie
już kożdy wychodzi
i z wielką ochotą
ku szybowi godzi.

I przyjdzie do budy,
na chwilka se siędzie,
każdy sobie wzdycho:
„Jak też zaś dziś będzie?”

Ciągorz drzewo rąbie
i na ogień wali,
śleper idzie naprzód,
gdy lampa zapali.

Potem znowu górnik
co kibla wstępuje,
ciągorz chyci za róg
i na dół hanguje.

A gdy zjedzie na dół,
to idzie do przodku
i narzeko sobie,
że prochu malutko.

Na ślepra zawoło,
aby sie pośpieszół,
siebie i ciągorzy
robotą ucieszół.

Gdy kupę nakopie,
galmón wyklęzuje,
śleper z kiblem loto
i na wierch fedruje.

Ciągorz jak wyciągnie,
na kupa ukłodo,
a gdy często klupie,
to se też pobiada.

W górach, gdzie jest twardo,
musi prochem strzelać,
a co proch nie urwie,
żelozkami zbijać.

A gdzie piasek z wodą,
deskami zakłodać,
fele naokoło
pyrlikiem pobijać.

Gdy górnik miarkuje,
że połednie będzie,
idzie na podszybie
i do kibla wsiędzie.

Ciągorze miarkują,
czego tam górnik chce,
wyciągną go prędko,
siednie se na ławie.

Przejdzie sie po budzie,
wygląda przez szpary,
ciągorzy sie pyta,
gdzie teraz jest stary.

Jest już przy cechowni,
już też chnet zadzwóni,
sztygar też tam wcześniej
wyjechać nie bróni.

Ciągorz drzewo rąbie,
drugi buda zawrze,
żeby sztygar nie wlozł,
dobrze kołem podprze.

Gdy jedna oddzwóni,
to jeden mo wołać,
by ciągorze ślepra
szli na dół hangować.

A kiedy tam zasną,
a sztygar ich chwyci,
to aż Bogu miło,
pisze po trzy ćwierci.

Potem ich to mierzi,
Trza nam tego było,
ano, jakóż, kamrat,
kiej nam sie skiepcyło.

A gdy przejdzie miesiąc,
po pieniądze spieszy,
żónka sie raduje,
cały dóm sie cieszy.

Gdy majster od szychet
„po pieniądze” wołą,
wszyscy górnicy go
obstąpią dookoła.

Sztygar recytuje,
pieniądze rozdaje,
szychty, olej, kary,
wszystko im wyznaje.

Już mu dobrze poszło,
serce mu się śmieje,
jak źle, to wyzywa,
żółć się w nim już leje.

Zaliczka odciągnęli,
szychty mu brakuje,
psi tam chyba wiedzą,
czemu mu brakuje.

Galmanu ujęli,
dyng mu potargali,
a jeszcze go przy tem
próżniakiem nazwali.

Loto tak z pieniądzmi,
karta trzyma w ręce,
niech tam, kroćset, robi
za takie pieniądze.

A gdy się uwrzeszczy,
uskarży kożdemu,
potem sie zabierze
i idzie do dómu.

 


Górnicza kołysanka

Uśnijże mi, uśnij
mój mały syneczku,
jutro znów pobiegasz
tam na podwóreczku.

Będziesz w piasku kopał,
ustawiał kamyki,
jak tata w kopalni
budował chodniki.

Gdy tatuś zobaczy,
ucieszy się szczerze
i kiedyś do swojej
kopalni zabierze.

 

Górnicy, górnicy (1968 rok)

Górnicy, górnicy,
dobrzy robotnicy,
piękny ubiór macie,
w honorze chadzacie.

Górnicy, górnicy,
pracujecie w trudzie,
lubią was dziewczęta
i szanują ludzie.

Górnicy, górnicy,
ciężka wasza praca,
ale wszystkich cieszy,
że nasz kraj wzbogaca.

 

Górnicze żałobne życie (1891 rok)

Górnicze żałobne życie,
wie to kożdy należycie,
że górnik w grobie pracuje,
grób sobie zawsze gotuje […]

Choć ón mieszka jakby w grobie,
ubiera się w żałobie,
jednak go każdy poważa,
choć blada jest jego twarza.

Z górnika sie wiele zywi,
niejeden sie nad tym dziwi.
On żywi nojprzód swą zónę,
dziatki swoje i też onę

przyodziewa, także stroi,
leczy, czego sie nie boi
i lada jakiego strachu
nie bój się, mój miły bratku.

Z górnika żyją hutnicy,
również także rzemieślnicy.
Wielu to także furmanów,
małych, jak i wielkich panów.

Bo cóż hutnik czynić będzie,
gdy produktów nie nabędzie,
galmanu, węgla i rudy?
Za darmo są jego trudy.

Cóż sie to z kowalem stanie?
Możesz mi powiedzieć, panie?
Cóż by czynili kowale?
Nie byłoby ich wcale.

Z górnika i furmón żyje,
choć koniem, nie sobą pracuje.
Czymże by stolorz heblowoł,
druciarz czym garnki drutowoł?

Szewcy i krawcy noczynia
górnikom do dziękczynienia.
Górnikom także masarze
dziś niech niosą wuszty w darze!

Bo czymże by je krajali,
gdyby ci nie fedrowali.
Palcem musieliby krajać
albo całe nóm sprzedować.

Rudy rozmaite i wota
wyrabiają z srebra, złota;
miedź cynk, ołów, cynk i niklowe
mamy monety, te nowe.

Truciznę także, co mómy,
przez górników dobywómy.
Arszeniki, wielka trucizna,
każdy mi to dzisiaj przyzna.

Cóż by to na świecie było,
co by się ich nie tyczyło,
oni to twarde strzelają,
rzadkie znów sztucznie chwytają.

Gdy przez wysokochne góry
nie można przejść, tak więc tory
pod ziemią drogę prowadzą,
górnikami je osadzą.

Górnicy to wykonają,
jak twardo oni strzelają
prochem lub dynamitem
albo z flaszki z okowitem […]

 

Górnik ci ja, górnik (1954 rok)

Górnik ci ja, górnik,
pod ziemią pracuja,
a jak szychta już zrobióna,
na wierch wylazuja.

Na dobrym fiolorze
to nie jest robota,
bo sie wągle samo sypie,
jak pszenicka złota.

Ale jak na brzuchu
musis leźć do dziury,
to dopiero sie narobis,
skalecys pazury.

Teroz to już lepi,
bo kombajn pracuje,
a na taśmie wągiel idzie,
a górnik sie raduje.

Modlitwa Górnika

Ojcze! Ja wzywam Cię,
Gdy zjeżdżam w szybu głębiny,
U kruchej zawieszony liny
Na słabych szczeblach drabiny.
Ojcze! Ty prowadź mię!

Ojcze! Ty prowadź mię,
Gdy gaz wybuchnie złowrogi,
A wszystkie odcięte drogi;
W godzinę śmiertelnej trwogi,
Ojcze! Ty ocal mię!

Ojcze! Ty ocal mię,
Gdy żywioł strasznej powodzi
Zabójczą falą w nas godzi;
Gdzie nie ma ratunku łodzi
Ojcze! Ty ratuj mię!

Ojcze! Ty ratuj mię!
Gdy droga stroma i śliska,
Gdy czeluść wąska i niska,
Nad głową stropu urwiska,
Ojcze! Ty osłoń mię!

Ojcze! Ty osłoń mię!
Gdy otwór w skale nabity,
Gdy proch rozsadza granity,
Kamienie rwą dynamity,
Ojcze! Ty ochroń mię!

Ojcze! Ty ochroń mię!
Gdy słabe drży rusztowanie,
Pode mną głębin otchłanie,
Skąd nikt już żywym nie stanie,
Ojcze! Ty wspieraj mię!

Ojcze! Ja wzywam Cię,
Gdy zjeżdżam w szybu głębiny,
U kruchej zawieszony liny
Na słabych szczeblach drabiny,
Ojcze! Ty prowadź mię!

 

Móm trzewiki nowe (1956 rok)

Móm trzewiki nowe
na te wielkie święta,
chodza wnich bez tydzień,
wylazła mi pięta.

Móm galoty nowe,
bardzo mi w nich piyknie,
cóż kiej potargane,
niedługo ich styknie.

Móm kapelusz nowy,
dobrze mi pasuje,
wierchem wytargany,
glaca mi blenduje.

Miołech też górniczy
mundur paradowy,
teraz straszyć wróble
chnet bydzie gotowy.

Trzy lata już temu,
jak nie pracujemy,
instrumenty w ręce,
klamki pucujemy.

Wędrujemy światem
od domu do domu,
wszystko zaśpiewomy
zawsze byle komu.

Czasem nam ktoś rzuci
groszy drobnych parę,
częściej zaś nos zeklnie,
żeśmy są chachary.

Temu jeszcze idzie,
ten jeszcze coś znaczy,
kto z emerytury
coś sobie złónaczy.

 

Paciyrz

O święta Barbórko,
zmiłuj się nade mną,
żebym ja nie został
pod tą ziemią ciemną.

Żona by płakała,
dzieci by płakały,
iże śmierci ojca
w domu nie widziały.

Gdyby mnie zabiło,
muzyka by grała,
moja rodzineczka
w smutku by została.

Koledzy by w dobrej
mieli mnie pamięci,
zlituj się, Barbórko,
i wy wszyscy święci.

(zapis z 1970 roku)

 

Pieśń ludowa

Ten nasz nowy górnik
goni ładowaczy,
a sam se naciągnął
czapeczkę na oczy.

Gdy stanął za słupkiem,
to aż dół wydeptał
i takie życzenie
sam do siebie szeptał.

Żeby mi to takich
chłopców spasowali,
coby wszystko za mnie
sami urabiali.

 

Pieśń ludowa

Gdy rano bije pięć,
górnik się ubiera
żona mu chleb gotuje
i drzwi otwiera.

Niechaj cię Pan Bóg, żono ma,
zachowa w opiece,
dbaj o nasze obejście
i o nasze dzieci.

Idźże z Bogiem mężu mój,
śpieszże ku szybowi,
tam ładowacz z wozakiem
czekają gotowi.

 

Pieśń ludowa z 1843 roku

O górniku, cieszże się tym,
Ześ jest człowiekiem pozytecznym.
Stanu swego nie pogardzaj,
Wielce go sobie poważaj.

Bo skądżby brał świat cały
Złoto, srebro, minerały,
Kieby nie ludzie górnicy,
Ci podziemni rzymieślnicy?

Pan, rzymieślnik, stany wszyckie
Mają przez ręce górnickie
Złoto, srebro, żelazo, miedź,
Górnik musi z ziemie dobyć.

Nie zaorałby roli rolnik,
Gdy mu na zelazo górnik
Kruszcu w ziemi nie nakopie,
Przyda ci się górnik, chłopie.

Kowal, kotlarz, ślosarz, żeglarz,
Szewc, krawiec, nawet młynarz
Ma narzędzie przez górnika,
Skąd mu zarobek wynika.

Nie mógłby król wojny toczyć,
Choćby miał jeść i pić dosyć,
Bo czemze by rąbał, strzylał,
Kiedy by górników nie miał […]

Szczęść, Boże!

Szczęść Boże! wśród nocy tej wiecznej; szczęść
Szczęść Boże, w tej strasznej głębinie! nam!
Do kopalń skalistych spuszczamy się bram,
Gdzie kruszec bogaty lśni w minie;
W podziemiach, gdzie groza, musimy się kryć,
Tam losy nam każą umierać i żyć.

Tam ramię pracuje, co dzierży za młot
I w skałach wykuwa otwory,
Tam z każdej szczeliny śmiertelny w nas grot
Kierują okropne potwory,
A górnik, pomimo tysiącznych tych zgub,
Odważnie zastępuje w ponury swój grób.

Na dole dopiero zaczyna się żyć,
Gdzie kręte nieznane są drogi:
Labirynt… Arjadny nie wiąże nas nić…
My przecież zdążamy bez trwogi.
Nie dla nas to życie, gdzie słońca blask lśni,
I troski pogodnych nieznane nam dni.

Gdy toczą się spory o ziemię, o tron,
Gdy ludy chwytają za bronie,
Gdy wojny roznoszą pożogę i zgon…
Tu cisza w skalistej osłonie:
Ta walka, co w świecie się sroży i wre,
W podziemiach spokoju nie zmąci nam, nie.

I my już walczyli straszliwie w tę noc
Wśród szybów skalistych załomów,
My duchom wydarli potęgę i moc
I władzę zdobyli od gromów.
I legł pokonany najgorszy nasz wróg,
Co w sinych płomykach z odkrytych szedł dróg.

W bezludnych głębinach, gdzie tryska wód zdrój,
Zniszczenie rozszerza wokoło,
Tam duch nasz zwycięski z powodzią wiódł bój,
I stawał odważnie jej czoło,
I cofnął się żywioł posłuszny z tych ścian,
Gdzie górnik jedyny jest władca i pan.

Jak cudna tkanina, przez twardy skał zrąb
Jaśnieją szlachetne metale.
A ręka z żelazem przebija się w głąb
I siłą wydziera je skale;
A skarb, którym nocy obdarza nas cień,
Wesoło wynosim na światło, na dzień.

I pędzi przez cały szeroki ten świat,
Bo wszyscy go na nim mieć muszą,
Bo każdy najwięcej posiadać go rad
I sercem go pragnie i duszą.
Lecz górnik z pogardą odrzuca go precz,
Bo dla nas mamona to marna jest rzecz.

Dlatego od dziecka wesoło, bez łez,
Swobodnie to życie nam płynie,
Bo chciwość łupieska i próżność ma kres:
Tam znika w kopalni głębinie…
I tylko uczucie, co w serce Bóg wlał,
I miłość Ojczyzny nie giną wśród skał.

A kiedy zapłaty nadejdzie juz czas,
Dni życia się skończą robocze,
Gdy z ciemnych otchłani powoła Bóg nas:
Duch w jasne uleci przeźrocze,
A bracia górnicy w niebiosach u bram
Z okrzykiem nas przyjmą: Szczęść Boże! Szczęść nam!

 


U tych panów z wielkich stanów (1950 rok)

U tych panów z wielkich stanów
pieniędzy jest dość,
a na biydnym tym górniku,
robotniku, suchotniku,
jyny skóra, kość.

Kieby tak rozkurzyć panów
w proch na cały świat,
ludzi głodem już nie morzyć,
a piniądzków im przysporzyć
i być im za brat.

Już nadchodzi ta godzina,
stońmy wszyscy wroz,
bo jak w kupa się złączymy,
prędzej przeca wywalczymy
dlo nos lepszy los.

 

Westchnienia robotnika (jedna zwrotka)

Górnika wychodzi do pracy, żegna się z nimi,
Że swą żoną i dziatkami najmilszymi,
Bo nie wie, czy może przyjść.
Może go ziemia przyciść ―
i ze swymi najmilszymi wiecznie rozłączyć.

 


W Halembie, w Halembie (1952 rok)

W Halembie, w Halembie,
przesmutno sie dzieje,
bo na równej drodze
krew polska sie leje. (bis)

Niewinnie polegli
kamracia górnicy,
pierwsi na powstaniu
śląscy męczennicy. (bis)

Grencszuce, grencszuce,
nic wóm nie brakuje,
jeno źdźbła miłości,
co sie w sercu czuje. (bis)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© Barbara Dominek-Wojnar, 4.12.1999 - 2012